Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2015

temat: kawa...

 Sama nasuwa mi się myśl, że grzechem by było przepuścić taką kawową imprezę w moim mieście. Imprezę która już się zaczęła. To pierwsza edycja. Dla mnie super!
KAWA Festival Wrocław potrwa do 7 czerwca i w tym czasie w 25 wrocławskich kawiarniach możemy próbować specjalnych propozycji Caffe latte. Każda przygotowała na tę okoliczność swoją specjalną propozycję, za którą będzie oceniana na koniec wydarzenia. Caffe latte. Ta właśnie kawa to temat przewodni tegorocznego festiwalu kawy. Podobno 70% kaw serwowanych na świecie to właśnie latte. Nie cappuccino, nie espresso tylko właśnie latte.
Ja już jestem po pierwszej próbie: latte z pietruszkową pianką i mlekiem sojowym.
Nowy fajny smak. A przy okazji mnóstwo inspiracji.





Na moim warsztacie również kawa. Kawa w kubkach. W bransolecie z turkusami i jako wisior w dłuuugim naszyjniku.
Dostępne w w sklepie.
A więcej info o festiwalu znajdziecie tutaj.

Udanego weekendu! :)

niedziela, 8 lutego 2015

vega bar...

Wegetariański i wegański zarazem. Podobno pierwszy taki w Polsce.
Powstał dość dawno, bo w 1987roku ale całkiem niedawno dostał nowy wygląd, którym rozkochał mnie w sobie jeszcze bardziej.
Vega Bar.
Zrobiłam dla Was kilka zdjęć głównie części wegańskiej, tej na piętrze. Bo musicie wiedzieć, że oprócz bardzo atrakcyjnej lokalizacji, gdyż mieści się w samym środku wrocławskiego Rynku, to Vega jest podzielony na dwie strefy mieszczące się na dwóch kondygnacjach. Na parterze serwuje się potrawy kuchni wegetariańskiej, natomiast na piętrze zadowala się brzuchy wegan. Tym sposobem każdy jarosz wychodzi stąd zadowolony.
Obfociłam piętro, bo wnętrzarsko trafiło do mojego serca. Wprawnie przemieszano tu style. Surowość skutych do gołej cegły ścian z przemysłowymi lampami jakby wprost z dawnych fabryk miksuje się z klimatem starej biblioteki. Plątanina rurek na suficie wygląda jak niewykończony element surowego warsztatu. Do tego meble z różnych "bajek", w tym tapicerowane fotele i krzesła całkowicie eliminują monotonię. A żeby było jak w domu, w oknach wiszą dziecięce rysunki. Można przyjść choćby na kawę lub odrobinę yerba mate i zatopić się w jednej z książek, które czekają na parapetach.
Dla mnie genialnie!












Na górze robiłam zdjęcia zachwycona cała.
Obiad zjadłam na parterze.
 Wciąż nie mogę zadeklarować, że nie jadam mięsa w ogóle, choć wierzcie, mi bardzo się staram.
Nie bez przeszkód, oczywiście. Poziom mojej witaminy B12 wciąż spada a to właśnie w mięsie podobno jest jej najwięcej. Jak sobie radzicie z tym, drodzy jarosze? 
Odkrywam ostatnio w mojej kuchni nieaktywne drożdże, które są bogate w białko i witaminy zwłaszcza z grupy B, a do tego w mnóstwo substancji mineralnych m in. w chrom, który hamuje apetyt na słodycze (to coś dla mnie). Płatki drożdżowe są bardzo uniwersalne. Można je dodawać do zup, sałatek, posypywać kanapki.  Ale nie wiem czy mogą rozwiązać problem spadającego poziomu witamin z grupy B.
A tymczasem podam Wam za blogiem http://www.jadlonomia.com/ przepis na wegański parmezan, którego smak przypominający ser uzyskujemy właśnie dzięki płatkom drożdżowym. 
Można nim posypywać różnego rodzaju makarony, kanapki czy smażone/pieczone warzywa. 
Jestem ostatnio jego fanką.

Potrzebujemy:
- szklankę łuskanych migdałów,
-  3 łyżeczki płatków drożdżowych (ja dałam 4),
- odrobinę chili,
- sporą szczyptę soli morskiej.
Wszystkie składniki miksujemy w blenderze na grubą mąkę.
Przechowujemy w szczelnym naczyniu.

I jeszcze jedno zdjęcie tym razem z parteru. Wnętrze jakby wyjęte z lat 60-tych.
Meblościanki i pawlacze.

 
A dla chętnych link z menu Vega Baru. Niech posłuży Wam jako kuchenna inspiracja.

pozdrawiam! 



wtorek, 6 stycznia 2015

bransoleta do wylicytowania...

Stare kalendarze już wyrzuciłam, ale ku mojej radości niektóre pociągnęły do 4-ego stycznia. 
Nowych jeszcze nie mam, więc aktualnie jestem gdzieś pomiędzy. Już po 2014 ale jeszcze niezupełnie w następnym.
Nie oddzielam grubą kreską. Nie podsumowuję, nie podliczam, nie zaczynam od nowa. 
Kontynuuję. Bo poprawki wokół siebie staram się robić na bieżąco, bez względu na to czy w kwietniu czy październiku spadnie na mnie tzw mus. Z zewnątrz czy potrzeby własnej wciąż pojawia się jakaś potrzeba mobilizacji. Jakiś rodzaj muszę musi być, bo to wychowawcze i charakter utwardza.
A odchudzam się całe życie, więc początek roku specjalnie nic u mnie nie zmienia. ;)






Na zdjęciach widzicie ostatnią bransoletę. Mocną kolorystycznie, wyrazistą i pozytywną.
Mam nadzieję, że pozytywną, bo zrobiłam ją specjalnie na 23 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wystawiłam ją na licytację na Allegro w aukcjach dla WOŚP TUTAJ!
Licytacja jest bez ceny minimalnej czyli już od złotówki. Kończy się 13-ego stycznia. Osoba która wylicytuje bransoletę przelewa pieniądze na konto Allegro dla WOŚP a one trafiają bezpośrednio do fundacji. Ja dostaję informację i wysyłam.
A teraz o bransolecie:

Bransoleta wykonana ze srebra próby 925, korala czerwonego i pomarańczowego, jaspisu, turkusu i howlitu. W srebrnym sercu osadzony kaboszon lapis lazuli. Wszystkie elementy srebrne formowane ręcznie, oksydowane (przyciemniane) i przecierane. Bransoleta surowa dzięki formie srebra i energetyczna dzięki barwnym naturalnym minerałom.

Biżuteria jest nowa, nieużywana, wykonana specjalnie na 23 Finał WOŚP. Zostanie wysłana w eleganckim opakowaniu.

Długość obwodu regulowana: do 23cm

Wielkość srebrnego serca: 1,6 x 1,5cm

Średnica kamieni: maks 0,6cm

Licytujcie! Zapraszam TUTAJ!



Gdyby ktoś z Was miał ochotę zamieścić tę informację na swojej stronie, z góry dziękuję
A oto zdjęcie do podlinkowania:



*
I na koniec trochę zdjęć z około noworocznego Wrocławia.










pozdrawiam!  ♥


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

no, uwielbiam...

Jak nic jestem uzależniona. Nieuleczalnie. Przewlekle. Cudownie.
Akceptuję ten stan całkowicie i z uwielbieniem.
Z nieograniczonym uwielbieniem dla niej.
Dla jej magicznego aromatu.
Dla jej głębokiego smaku z cudowną goryczką, którą pozostawia na podniebieniu.
Dla nasyconej barwy i delikatnej pianki.
Dla cudnie lśniących, tłustawych ziaren.
To ona otwiera mi oczy każdego dnia.
Bez niej dzień się nie zaczyna.
Bez niej nie ma mowy o żadnej rozmowie.
Musi być.
Kawa.
Duży kubek kawy.
Z odrobiną mleka. Bez cukru.
Kocham. ♥
I nie. Wcale nie będę się leczyć.

 

Gdybym potrafiła pisać, napisałabym do niej odę lub choćby tęskną pieśń pochwalną. 
Nie potrafię.
Zrobiłam więc kubek.
Kubek na szyję.
:)

Dostępny przez ArsNeo
*
 Mam dla Was jeszcze fajny kawowy wrocławski adres. Kawa, pyszna tarta i świetne wnętrze. Sama esencja doznań smakowych i estetycznych: Bema Cafe.
(kurcze..., zasłużyłam na zniżkę...! ;)) )







Kubek gorącej, pachnącej kawy to niezbyt wyszukana przyjemność.
Dziś jednak radość z małych ziemskich uciech urasta do rangi coraz rzadszych umiejętności.
Radość z małych rzeczy...to wartość.
A tą radością może być poranna kawa... w dobrym towarzystwie. A nawet bez. ;)


*
 


serdeczności! ;)



środa, 30 lipca 2014

plaża w środku miasta...

Plaża w samym środku miasta? Tak, we Wrocku to możliwe! Na placu Solnym mnóstwo piasku, leżaki, pufy, parasole i rynna do skimboardu. Wszystko w ramach 14-ego Festiwalu Nowe Horyzonty. I jak tu nie poplażować...?!
(tylko do 3 sierpnia!)













To dla ciała. A dla ducha można bezpłatnie (jeśli właśnie nie odbywają się w nim wystawy specjalne) zwiedzić Muzeum Sztuki Mieszczańskiej w Ratuszu (w tym na powyższym zdjęciu, to bardzo, bardzo blisko!). Polecam.





Do tego w muzealnym patio do 24 sierpnia można obejrzeć wystawę "Wrocław lat sześćdziesiątych XX w. na fotografiach Tomasza Olszewskiego".


Polecam Wrocław.
Serdeczności! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...