Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 stycznia 2016

ptaszor wyleciał...

"Ptaszor w turkusach" już poleciał do nowego Właściciela.
Chcę bardzo gorąco podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w jego licytacji oraz tym którzy obserwowali, kibicowali aukcji i byli blisko serduchem. Ogromnie dziękuję.
Dla zainteresowanych: kwota za jaką wylicytowano naszyjnik wyniosła 420zł.
:)))
U mnie twórczo...-  realizuję na bieżąco Wasze zamówienia i powoli powinny zacząć pojawiać się nowe prace w sklepie. Jeśli oczekujecie konkretnych prac - powtórzeń lub podobnych do już sprzedanych, zapraszam do kontaktu poprzez e-mail.
Powiększyłam swój narzędziowy warsztat o nowy palnik o bardzo dużej mocy a ponieważ należę do kobiet, które bardziej cieszą się takim zakupem niż nowym dywanem czy zasłonami (nie piszę butami, bo nie dotyczy), moc jest ze mną! ;))




 Czas na kawę, kochani! Miłego dnia! :)


Dominika

niedziela, 8 lutego 2015

vega bar...

Wegetariański i wegański zarazem. Podobno pierwszy taki w Polsce.
Powstał dość dawno, bo w 1987roku ale całkiem niedawno dostał nowy wygląd, którym rozkochał mnie w sobie jeszcze bardziej.
Vega Bar.
Zrobiłam dla Was kilka zdjęć głównie części wegańskiej, tej na piętrze. Bo musicie wiedzieć, że oprócz bardzo atrakcyjnej lokalizacji, gdyż mieści się w samym środku wrocławskiego Rynku, to Vega jest podzielony na dwie strefy mieszczące się na dwóch kondygnacjach. Na parterze serwuje się potrawy kuchni wegetariańskiej, natomiast na piętrze zadowala się brzuchy wegan. Tym sposobem każdy jarosz wychodzi stąd zadowolony.
Obfociłam piętro, bo wnętrzarsko trafiło do mojego serca. Wprawnie przemieszano tu style. Surowość skutych do gołej cegły ścian z przemysłowymi lampami jakby wprost z dawnych fabryk miksuje się z klimatem starej biblioteki. Plątanina rurek na suficie wygląda jak niewykończony element surowego warsztatu. Do tego meble z różnych "bajek", w tym tapicerowane fotele i krzesła całkowicie eliminują monotonię. A żeby było jak w domu, w oknach wiszą dziecięce rysunki. Można przyjść choćby na kawę lub odrobinę yerba mate i zatopić się w jednej z książek, które czekają na parapetach.
Dla mnie genialnie!












Na górze robiłam zdjęcia zachwycona cała.
Obiad zjadłam na parterze.
 Wciąż nie mogę zadeklarować, że nie jadam mięsa w ogóle, choć wierzcie, mi bardzo się staram.
Nie bez przeszkód, oczywiście. Poziom mojej witaminy B12 wciąż spada a to właśnie w mięsie podobno jest jej najwięcej. Jak sobie radzicie z tym, drodzy jarosze? 
Odkrywam ostatnio w mojej kuchni nieaktywne drożdże, które są bogate w białko i witaminy zwłaszcza z grupy B, a do tego w mnóstwo substancji mineralnych m in. w chrom, który hamuje apetyt na słodycze (to coś dla mnie). Płatki drożdżowe są bardzo uniwersalne. Można je dodawać do zup, sałatek, posypywać kanapki.  Ale nie wiem czy mogą rozwiązać problem spadającego poziomu witamin z grupy B.
A tymczasem podam Wam za blogiem http://www.jadlonomia.com/ przepis na wegański parmezan, którego smak przypominający ser uzyskujemy właśnie dzięki płatkom drożdżowym. 
Można nim posypywać różnego rodzaju makarony, kanapki czy smażone/pieczone warzywa. 
Jestem ostatnio jego fanką.

Potrzebujemy:
- szklankę łuskanych migdałów,
-  3 łyżeczki płatków drożdżowych (ja dałam 4),
- odrobinę chili,
- sporą szczyptę soli morskiej.
Wszystkie składniki miksujemy w blenderze na grubą mąkę.
Przechowujemy w szczelnym naczyniu.

I jeszcze jedno zdjęcie tym razem z parteru. Wnętrze jakby wyjęte z lat 60-tych.
Meblościanki i pawlacze.

 
A dla chętnych link z menu Vega Baru. Niech posłuży Wam jako kuchenna inspiracja.

pozdrawiam! 



poniedziałek, 11 sierpnia 2014

no, uwielbiam...

Jak nic jestem uzależniona. Nieuleczalnie. Przewlekle. Cudownie.
Akceptuję ten stan całkowicie i z uwielbieniem.
Z nieograniczonym uwielbieniem dla niej.
Dla jej magicznego aromatu.
Dla jej głębokiego smaku z cudowną goryczką, którą pozostawia na podniebieniu.
Dla nasyconej barwy i delikatnej pianki.
Dla cudnie lśniących, tłustawych ziaren.
To ona otwiera mi oczy każdego dnia.
Bez niej dzień się nie zaczyna.
Bez niej nie ma mowy o żadnej rozmowie.
Musi być.
Kawa.
Duży kubek kawy.
Z odrobiną mleka. Bez cukru.
Kocham. ♥
I nie. Wcale nie będę się leczyć.

 

Gdybym potrafiła pisać, napisałabym do niej odę lub choćby tęskną pieśń pochwalną. 
Nie potrafię.
Zrobiłam więc kubek.
Kubek na szyję.
:)

Dostępny przez ArsNeo
*
 Mam dla Was jeszcze fajny kawowy wrocławski adres. Kawa, pyszna tarta i świetne wnętrze. Sama esencja doznań smakowych i estetycznych: Bema Cafe.
(kurcze..., zasłużyłam na zniżkę...! ;)) )







Kubek gorącej, pachnącej kawy to niezbyt wyszukana przyjemność.
Dziś jednak radość z małych ziemskich uciech urasta do rangi coraz rzadszych umiejętności.
Radość z małych rzeczy...to wartość.
A tą radością może być poranna kawa... w dobrym towarzystwie. A nawet bez. ;)


*
 


serdeczności! ;)



wtorek, 11 marca 2014

loftowa lampa i czekoladowa tarta...

Moje nowe odkrycie - znalezisko podczas kolejnego oczyszczania piwnicy w domu moich Rodziców. W życiu nie sądziłabym, że ją tam znajdę. Chociaż w garażu mój Tata miał kanał (taką dziurę w podłodze jakby ktoś nie wiedział, która miała służyć do ewentualnych napraw samochodu), no i tam ona - moja lampa - znalezisko, pewnie mogła się przydać. Choć nie pamiętam, aby choć raz mój Tata siedział w tym kanale.
Gdy przyjechałam do domu, lampa już leżała na kupie śmieci przeznaczonych do wywiezienia. "Matko! Jaka piękna!' I już wyciągałam ją za okrutnie długi, utytłany w wieloletnim brudzie kabel. Mój ślubny już wcale niedziwiący się moim nagłym entuzjazmom, nic nie mówił tylko patrzył i kiwał głową. Ale potem w domu odświeżył ją i pomalował zardzewiałą metalową kratownicę. :D Urok ma jedynie z żarówką starego typu. Albo jestem sentymentalna...?
Lampa pochodzi ze Spółdzielni Pracy Chemików i nazywa się lampa warsztatowa. Tak na niej wygrawerowano. Wisi w kuchni i cieszy mnie ogromnie.
Lampą zwyczajnie się chwalę ;) Ale przepisem na tartę z musem z gorzkiej czekolady z Wami się podzielę. Jest boska! Pod warunkiem, że lubi się gorzką czekoladę.







TARTA Z MUSEM Z GORZKIEJ CZEKOLADY 

 mus:
- 300 g czekolady gorzkiej (70% ale może też być łagodniejsza )
- 100 g masła
- 3 łyżki rumu/wiśniówki/amaretto
- 100g cukru
- 120ml gęstej śmietanki 36%
- 4 jajka
- 1 słoik konfitury z wiśni/pomarańczy/malin (w zależności od upodobań)

ciasto:
może być kruche jak na tartę, ale lepsze do tego jest ciasto piaskowe:
- 300g mąki
- 90g cukru pudru
- 90g masła
- 3 żółtka
- 4 łyżki zimnej wody.
Zagnieść, zawinąć w folię i schłodzić jak ciasto kruche.

1. Rozgrzej piekarnik do 190stopni bez termoobiegu. Wyjmij ciasto z lodówki, rozwałkuj na grubość ok 3mm i wyklej nim formę do tarty.
2. Nakłuj ciasto widelcem, przykryj pergaminem i obciąż fasolą. Wstaw do pieca na 15min.
3. Rozpuść czekoladę z masłem na parze lub w teflonowym garnku. Dodaj śmietankę i rum. Wymieszaj. Ostudź.
4. Rozdziel żółtka od białek. Żółtka ubij z cukrem na kogel - mogel. Białka ubij osobno ze szczyptą soli. 
5. Dodaj kogel - mogel do czekoladowej masy i delikatnie wymieszaj. Dodaj ubite białka i jeszcze raz wymieszaj, żeby było puszyste.
6. Wyjmij ciasto z piekarnika, zdejmij papier i fasolę. Na ostudzonym cieście rozsmaruj warstwę konfitury a na wierzch wyłóż czekoladowy mus.
7. Wstaw do piekarnika na 20 - 25min. Ważne jest żeby jej nie przesuszyć. Bardziej wilgotna = bardziej pyszna. ;)

Ten mus można również nałożyć do pucharków, ozdobić konfiturą i wstawić do lodówki na 1/2godz. Będzie pyszny mus. Lub zamrozić, będą lody.
Ale jeśli upieczemy go na tarcie, najpierw widowiskowo urośnie, a potem w czasie studzenia opadnie i pięknie popęka. Nie trzeba się tym przejmować, tak właśnie ma być.
Posypać cukrem pudrem.
Kroić po ostudzeniu.

Powiem Wam, że mnie smakuje bardziej na drugi dzień, gdy ciasto przesiąknie konfiturą... Mmmm...
(Kto do diabła wymyślił  diety i odchudzanie...???!  ;/ )


Uściskuję! ♥


sobota, 30 listopada 2013

pomysł na kalendarz adwentowy... -- diy / tutorial

Wiem, że można kupić w supermarkecie. Sporej wielkości tekturka z 24 okienkami a w każdym czekoladka. Też kupowałam co roku dwie sztuki i wieszałam dzieciakom gdzieś na ścianie.
W tym roku zrobiłam sama i ku mojemu zaskoczeniu ale i radości usłyszałam gromkie "łaaał, ale wypas!".
I dlatego, że mogłam to usłyszeć, warto było. :)









Aby zrobić taki wiszący kalendarz przede wszystkim potrzebna jest spora ilość słodyczy adekwatna do ilości dzieci. U mnie dwoje, więc zawartość każdej z torebek jest tak skomponowana aby była podzielna.
A do tego: papierowe torebki śniadaniowe, sznurek, kalendarz z którego wycięłam daty, dziurkacz, nożyczki, klej i taśmy.
I już wisi! :)


Nie martwcie się, jeśli kalendarz będzie gotowy z opóźnieniem. Dzieciaki z pewnością spałaszują zawartość torebek z minionych dni z przyjemnością. Nawet im przy tym powieka nie drgnie! ;)


Serdeczności! ♥


czwartek, 17 października 2013

pracownia garderoba w Moim Mieszkaniu...

Cieszę się! Zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że tak nie jest...! W listopadowym wydaniu miesięcznika Moje Mieszkanie znalazło się trochę miejsca dla mojego bloga. I z tego miejsca chcę podziękować
fotoedytor pani Magdalenie Czerwińskiej - Strzelczyk
oraz całej ekipie Mojego Mieszkania
za przesympatyczny kontakt. :)



A w najnowszym wydaniu Mojego Mieszkania jak zawsze wiele ciekawych inspiracji:






Przed tą kuchnią prawie uklękłam.... ;)



Życzę Wam milej lektury i zapraszam chętnych niezapisanych na moje rozdanie. Zapisy do niedzieli. W poniedziałek wylosuję osobę, która otrzyma ode mnie ręcznie dzierganą poszewkę na poduchę i girlandę. :)
Zapraszam TUTAJ


*

Serdeczności przesyłam! ♥


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...