Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szydełku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szydełku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

sweter...

Pierwszy sweter w swoim życiu zrobiłam pod koniec podstawówki.
Bardzo zazdrościłam koleżance Aśce, której mama miała maszynę dziewiarską. Aśka często przychodziła w nowym swetrze i chwaliła się, że mamie zrobienie takiego swetra zajmuje 2-3dni. To dopiero wydajność, nie to co ręczne dłubanie.
A druga koleżanka Renata (pamiętam jak dziś) robiła różowy sweter, taki gdzie przód/tył robiło się razem z rękawami (przypomnijcie nazwę) i mówiła, że ma w rzędzie 300 oczek. Podziwiałam.
Zapewniam, że chodziłam do normalnej, całkiem zwyczajnej podstawówki. Wtedy były tylko normalne. Ale czasy i niedostępność wielu rzeczy jak chociażby fajne ciuchy, były motorem do stworzenia czegoś samemu. Każdy przecież chce być niepowtarzalny, chce się czymś wyróżniać, mieć coś oryginalnego. My też chcieliśmy. To nas motywowało. Włączała się nam kreatywność.
Potem dziergałam przez całe liceum. Były to długie swetry noszone do legginsów i spodni oraz sukienki. Głównie z grubych kowarskich wełen, które kupowało się w kawałkach (trzeba było je przed robotą powiązać i zwinąć w kłębki) ale za to w bardzo wielu kolorach i odcieniach. Ponieważ trudno było uzbierać jeden odcień na cały sweter, trzeba było uruchomić wyobraźnię i wymyślać wzory, kwiaty tak aby powstał "obraz". Do tego szale z własnoręcznie farbowanej tetry (inaczej pieluchy) i już robiło się ciekawie. Przez te lata dziergania nie wgłębiłam się w ściegi, struktury. Bardziej do dziś w dzierganych pracach bawię się kolorem.
Cały czas bardzo lubię dzianinę w swojej szafie, nawet jeśli odrobinę gryzie.

Ostatni sweter jaki zrobiłam jest równocześnie pierwszym takim w życiu.
Zrobiłam sweter ze srebra.







Najpierw szkic, następnie rama i potem szydełko.





Powstał naszyjnik. Wykonałam go ze srebra próby 925 oraz 999 (srebro najwyższej próby).
Srebro oksydowane.
Długość obwodu regulowana: 83 - 89cm
Wielkość swetra: 6,5 x 4,9cm
Waga całości: 13,1g
Sprzedany.


Serdeczności!
D.

niedziela, 24 sierpnia 2014

baba z wałkiem po wsi chodzi...

...czyli ja.
Wałek wielki, kolorowy.  W oczy rzucał się bardzo. Na początku pomyślałam, że autem gdzieś podjadę pod jakąś ścianę, żeby zdjęcie zrobić. Bo wstydziłam się na ulicę z nim wyjść... Ale bez przesady! Kilkaset metrów... jakoś przemknę przez moją "prawiewieś". W środku dnia przeparadowałam. Wałek nie powiem, uwagę przechodniów zwracał. Patrzyli. Ale przecież to taki radosny domowy gadżet. Obciachu nie przynosi.
Wydziergałam na długaśną poduszkę sweter z włóczkowych końcówek. Zapas resztek trochę się zmniejszył. A poducha która z nich powstała, podpierała nasze plecy przez całe lato na ogrodowym łóżku. Teraz trafi na którąś kanapę.






naszyjnik: pracownia garderoba 


 Dominika





 

niedziela, 27 kwietnia 2014

moje ostatnie kolory i CANDY dla Was...!

Powtarzam się? Że znowu szaleństwo barw?
No może coś ze mną nie tak. Bo tak siedzę w czarnej koszulce i koloruję! Nie wiem z czego to wynika, ale nie sięgam do źródeł.  Nie filozofuję. Po prostu oczy mi mówią, że jest dobrze.
Kolory odbieram pozytywnie mimo, że szary kocham i czarny kocham również. Wiem, że to wydaje się nieuporządkowane, ale tak można. Ja tak mam.
Kolorowa terapia na idiotyzmy i absurdy tego świata.
Bo ja się wkurzam.  Bo jestem z tych co gdy były małymi dziewczynkami, tupały nogą ze złości i wydymały dolną wargę z niezadowolenia. Najbardziej wkurza mnie głupota i bezsens. Wkurza mnie przy tym moja niemoc! Pewnie jeszcze wiele innych rzeczy/spraw, ale... nie chcę Was przytłoczyć.
Krótko: Jadę do Urzędu Wojewódzkiego, muszę wyrobić dwa nowe paszporty.
Potrzebuję zdjęcia. Fotograf jest w Urzędzie - super. Załatwię wszystko szybko i na miejscu. Przed jego drzwiami 15 osób w kolejce. No cóż. Ale szybko idzie, przychodzi nasza kolej. Wchodzę. I tu się wkurzam. I wcale już nie na to, że zderzam się z nieestetycznym fotografem, a właściwie z obrazem jego wylewającego się brzucha spod zbyt krótkiej i przyciasnej koszulki i opadających z tyłka spodni odsłaniających gołe fragmenty (kurcze, facet, gdzie poczucie estetyki??).
Wkurzam się, że nie mam wyboru i muszę kupić po cztery zdjęcia. Dla mnie i mojego syna. Ale ja nie chcę czterech zdjęć! Chcę jedno. Jedno zdjęcie do paszportu. Nie potrzebuję czterech, bo nie wykorzystam pozostałych mi trzech...... Wszyscy wiemy, że na zdjęciu paszportowym wygląda się jak po drugiej stronie światła. Kolejny będę robiła za 10 lat, więc chcę jedno. Płacę 70zł i wychodzę z ośmioma zdjęciami. 4 są moje i 4 dziecka. Pani przyjmująca formularze wkleja do nich po jednym, a 6szt mi oddaje.
Przede mną w kolejce stało jakieś 15 osób. Za mną kolejne i potem nadchodziły następne i następne. Każdy z nich potrzebował zdjęcie do paszportu. Jedno zdjęcie do paszportu.
Konsumpcyjny absurd (do tego za moje pieniądze). Nie mam mocy. Nie mam możliwości wyboru. Nie mogę decydować. Wkurzam się.
Lekarstwo? Szydełko, palnik, kamienie,uśmiech dziecka, kawa ze spienionym mlekiem itd! :)











Jak widać dziergam, bo muszę. I biżuterię robię, bo lubię.
Co dziergam, nie powiem. Pokażę jak skończę. I uprzedzam, ze to nie szalik! ;)
Kochani, a ponieważ nie będzie mnie jakiś (niedłuuugi - szybko zleci) czas zapraszam na moje rozdanie, żebyście o mnie tak łatwo nie zapomnieli!
Ponieważ koloroterapia wciąż mnie trzyma, przygotowałam dla Was bransoletki z doooobrą, pozytywną energią!
I tak: bransoletki są dwie: jedna bardzo kolorowa a druga w 100% ze srebra, bo zdeklarowanych minimalistek tutaj nie brakuje.

Co trzeba. Trzeba:
- zostawić komentarz, że się CHCE,
- blogerki wklejają u siebie podlinkowany baner (ten pierwszy z napisami, bo się nad nim trochę napracowałam!)
- trochę tu do mnie zaglądać i to lubić,
- a jak na fb ktoś udostępni, to też się ucieszę - facebook mój tu
- wpadający z gościną bez bloga poproszę o pozostawienie w komentarzu adresu e-mail do kontaktu,
- zapisy do 18 maja do północy.
I to tyle. :)
I co, podoba się Wam? Mam taką nadzieję. Wyniki podam 19 maja. :)







Pierwsza osoba obdarowana otrzyma tę multikolorową bransoletę:





Druga osoba obdarowana otrzyma minimalistyczną bransoletkę na końcu której wybiję literkę zgodnie z życzeniem przyszłej Nosicielki.





Przykładowa literka:


Dzisiaj to na tyle. Idę myśleć, jak ten kosz z włóczką zapakować do auta, żeby mój Ślubny nie zauważył...? To chyba nie będzie łatwe... Bo szydełko jedzie ze mną. Wiadomo.  ;)


Ściskam Was bardzo! ♥


piątek, 17 stycznia 2014

kolor...

Właściwie nie wiem skąd biorą się u mnie te mocno nasycone kolory, wszak do wielobarwnych nie należę. Ważę te moje codzienne odcienie, mierzę miarą, która skalę koloru ma raczej znikomą, jakby kontrast nastawiony był na minimum. I tak wszystko co na siebie wkładam w większości szare, czarne, grafitowe. Czasem jakiś biały t-shirt się pojawia.
A na stole? Na moim produkcyjnym stole wysypują się kamienie pełne kolorowej energii, które w symbiozie ze sobą tworzą szaleństwo barw i  aż krzyczą radością.
Może ja w sobie jakąś dwubiegunowość noszę, tak sobie myślę... I z jednej strony szaro widzę, i surowość kocham, i tę oksydę uwielbiam, gdy w niebyt pogrąża białe lśniące srebro. Ale i soczystość, ekspresja kamieni przy tej całej szarości tak mi jakoś cudnie pasuje. I ta moja ostatnia szydełkowa czapka to jak te najnowsze bransolety: i szary i kolor. Dużo tego koloru. Krzyczy. Zobaczymy, może się z nią zaprzyjaźnię, może zyska przy bliższym poznaniu, a może nastąpi tylko nasz krótki epizod.  ;)
Ostatnie moje prace są na przekór rozlewającej się szarości za oknem. Bo za oknem to zdecydowanie szarego nie lubię. Wolę wielobarwność i wtedy bez znaczenia czy kolory do siebie pasują.
U mnie śniegu nie ma.



Więcej zdjęć tutaj


Więcej zdjęć tutaj


Więcej zdjęć tutaj


Czapka - zrobiłam na szydełku
Dzianinowy szal - był spódnicą z SH
Spodnie - Stradivalius
Bluzka - H&M
Buty - Steel


piątek, 10 stycznia 2014

miejsce do dziergania, remanenty i uzależnienie moje...

I tak od kilku dni pomiędzy szydełkową czapką w kolorowe paski, bransoletkami zamówionymi i obiecanymi (a przecież wywiązać z zobowiązań się trzeba), wyprzedażowymi wysyłkami do Was (już wysłane) i rocznym remanentem się kręcę. Mamy weekend, nareszcie. 





Kto wymyślił te spisy na koniec roku, gdzie podatnik musi spisać z tzw natury materiały podstawowe i pomocnicze, półwyroby i produkcje w toku, wyroby gotowe, braki i odpady? I licz człowieku te wszystkie kamienie i kamyki, warz blachę w gramach i mierz druty z centymetrach??
Dziś naszło mnie na zakup nowej włóczki. Bo to dobry sposób, na łagodzenie ducha i odstresowanie, bo w głowie projekt już gotowy, bo weekend się zbliża, bo muszę! Inaczej się uduszę. Mój ślubny mówi, że widzi u mnie niepokojące objawy uzależnienia i patrzy wnikliwie, choć wydawałoby się, że już się przyzwyczaił. I twierdzi, że to niebezpieczne, gdy mówię do Niego, że bez nowej włóczki do domu dziś wrócić nie mogę, że mam syndrom rąk niespokojnych i  że muszę. Knitoza, tak? Rozpoznanie jak i dolegliwość ogólnie znana i od leczenia niezależna.
No i pojechałam. I wiecie co? Na drzwiach pewnej pasmanterii kartka: remanent do 15 stycznia. Do 15 stycznia?? Czy to prawo podatkowe litości nie znajdzie dla właścicieli takiego sklepu, którzy każdy początek roku liczyć muszą te wszystkie guziki, guziczki, sprzączki, motki, tasiemki, wstążeczki? A zarabiać na chleb kiedy będą? Od 16-ego...?
I przypomniałam sobie że parę dni temu przejeżdżając Staszica nowy sklep e-dziewiarki widziałam. Nie wiedziałam wtedy czy jest już otwarty, więc dzisiaj pomyślałam: "sprawdzę". Tak, to ta sama e-dziewiarka, którą znacie z sieci jako sklep internetowy. Powstał we Wrocławiu również sklep stacjonarny przy pl. Staszica 20. Możliwość znalezienia się w nim to prawdziwie przyjemne doznanie dla każdej szydełkującej czy drutującej. Każdej. A możliwość pomacania, podotykania, powąchania ;) tych cudnych włóczkowych motków do bezcennych chwil zaliczyć należy. A w środku wśród setek kolorowych włóczek, w tym magicznym kreatywnym świecie miałam przyjemność poznać osobiście Makunkę z bloga Motki w szale i reszta - przemiłą osobę z ogromnym talentem w dłoniach i niepodważalną kompetencją. No i do domu wróciłam z workiem motków czym moje poczucie bezpieczeństwa na weekend zostało zaspokojone. :)



A i jeszcze zanim do domu dotarłam, upolowałam w SH nowy sweter za 2zł z pięknej bawełnianej włóczki, który kupiłam z zamiarem sprucia, a co z niego powstanie tego jeszcze nie wiem, ale zapewniam, że coś wymyślę. Cóż za szczęśliwy dzień. :)
Ach, i jeszcze coś. Odkryłam ostatnio bardzo fajny blog dziergającej Pimposhki, która zaproponowała chętnym dziergającym pokazanie swojego twórczego centrum czyli miejsca, w którym powstają nasze włóczkowe prace (możecie zdążyć dołączyć do zabawy do niedzieli wieczorem TUTAJ). Każda drutująca lub szydełkująca albo drutująco - szydełkująca osóbka ma przecież takie swoje ulubione miejsce. Oto moje:


Ja należę do tych, co to druty, szydła, igły i inne przydasie w chwili gdy się nie robi chowają po szafkach, bo ten fotel to centralne miejsce w domu jest. A że na co dzień lubię jak niezbyt dużo bibelotów mnie otacza, upycham sprzęty po szufladach. Zostaje natomiast metalowy kosz , mający w tym miejscu swój kawałek podłogi a w nim aktualna dzierganka czyli teraz czapka na szydełku, która formy nie chce mi złapać i muszę trochę spruć a nie lubię. (Też nie lubicie poprawiać??). Pufa na której spoczywa mój pled (wspominałam o nim TUTAJ) służy albo do wylegiwania się nóżkom, albo jako stolik do kawy/herbaty tudzież ciasteczek (a jakże) i ściągawkom/notatkom/projektom jeśli takie są potrzebne do włóczkowego tworzenia. Lubię to miejsce. :)
Na koniec mam dla Was filmik. Dawno w sieci krąży, ale jakie rodzi znajome uczucia! ;))
Ściskam serdecznie ♥


niedziela, 15 grudnia 2013

bombki na szydełku... - diy / tutorial

Nie muszą być szklane, błyszczące, oklejone brokatem... Mogą być szydełkowe....


Kulą którą ubierzemy w szydełkowe ubranie może być stara bombka, która przestała nam się podobać. Może to być piłeczka ping-pongowa . Ja wykorzystałam styropianowe kule dostępne w kwiaciarniach, sklepach "handmadowych" lub typu "wszystko za 5 zł". Te małe kosztowały 99gr.
Z pewnością każda z Was która choć trochę szydełkuje, pamięta swoją frustrację, gdy zaczynając swoją przygodę z szydełkiem chciała zrobić płaskie kółko, a uparcie wychodziła jej miseczka, bo wciąż zawijały się jej brzegi. I na tym będziemy bazować tym razem. Musimy wykonać z włóczki miski wielkości odpowiedniej do kulek/bombek jakie mamy ubrać, po dwie na każdą z nich.
Aby wyszły nam kolorowe okręgi, po każdym okrążeniu zmieniamy kolor włóczki.


 Następnie nakładamy dwie szydełkowe miski na kulę i zszywamy.
Dobrze gdy brzegi obydwu połówek są w tym samym kolorze, wówczas zszywamy je ta samą włóczką i w ogóle nie widać łączenia. Pętelkę robimy z włóczki lub sznurka.



 I oto szydełkowe bombki.
Serdeczności! :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...