środa, 21 sierpnia 2013

deszczowy dzień więc babeczki z malinami...

Czasem lubię gdy pada deszcz. Czasem. Gdy nic mnie nie goni i nie muszę wychodzić z domu.
Zwykle i tak wychodzę. Robię to dla przyjemności i właśnie, gdy nie muszę to ją wtedy mam.
Przyjemność.
Taki spacer działa jak terapia. Zwłaszcza gdy miało się jakieś trudniejsze dni. Tylko trzeba koniecznie mieć kalosze, by bez stresu jak dziecko brodzić po kałużach. Wszystkich napotkanych i małych i ogromnych.
U mnie ich mnóstwo, bo ulica nierówna i studzienki zatkane. Więc kalosze koniecznie. Uwalniają od stresu. Bo gdy mamy inne buty, bez przerwy patrzymy, by nie wejść w kałużę. A w kaloszach... przeciwnie i z ogromną przyjemnością.
Jakiś czas nie miałam. Jak ja mogłam bez nich żyć...?
No i parasol oczywiście trzeba mieć. Najlepiej wielki. Po to by było słychać spadające na niego krople deszczu. No i żeby nie zmoknąć, po to też.
Wczoraj miałam taki właśnie deszczowy dzień.
Najpierw po maliny, które przerosły płot sąsiadów. Poza ich działkę czyli niczyje, prawda? (Madziu, nie czytaj!). Kilka było...
Wtedy mokłam, bo nie miałam jak trzymać parasola. I komary mnie pogryzły mimo deszczu. Ale jak tu się odganiać, jak rwie się maliny...?
Potem zakupy w zaprzyjaźnionym gospodarstwie. Kupowanie i pogaduchy, bo swojsko i przesympatycznie każdego kto tam zajrzy się przyjmuje. I gdakanie kur i szczekanie psa... A warzywa prawdziwe, wiejskie, świeżutkie rwane prosto z krzaka. Bezcenne sąsiedztwo.
A potem rwanie dzikich śliwek nieopodal domu. Jest ich w jednym miejscu mnóstwo. Musiał być tam kiedyś śliwkowy sad. A że po domu latały marzenia o knedlach ze śliwkami i drożdżowych babeczkach z malinami, deszczowy spacer musiał być owocny i bardzo owocowy. :)






Przepis na drożdżowe ciasto już podawałam. Znajdziecie je tutaj. Jest uniwersalne. Można zrobić z niego chałkę, bułeczki, babeczki lub jeden wielki kawał drożdżówki w owocami i kruszonką. :)

Silikonowe babeczkowe foremki - IKEA
Drewniane serduszko - Maciejka 





*

 

54 komentarze:

  1. Oj Dominiko ,jak u Ciebie smakowicie ,zdrowo , kolorowo-owocowo, pysznie !
    Warto było w deszczu pomykać po te cuda dary natury ! :)
    Uwielbiam te kolory !
    malinowy-różowy , śliwkowy -fioletowy :)
    Wpadam na babeczki ;p...ale pewnie już ślad po nich zaginął...

    pozdrawiam sennie
    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach z tego wszystkiego nie wspomniałam o tym pięknym czajniczku i do tego ta hortensja...

      dobranoc

      Usuń
  2. Pozdrawiam Dominiko - tez deszczowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie tylko tego wielkiego parasola brak:)bez kaloszy też nie potrafię:)
    Knedle powiadasz hmmm chyba będę o nich dzisiaj śniła:))))))))))
    Pozdrawiam słonecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dominiko, Domko wspaniała! Pięknie to przygotowałas. Jem oczami.
    Na takie wypieki czekam do powrotu corki mej :) Merci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się Merci ucieszy na słodkie powitanie, Izo. :)

      Usuń
  5. No gdzie Ty idziesz....wracaj Dominiko!!!! Napiekła takich pyszności, narobiła cudnych zdjęć i poszła.......Wiem, wiem, że wróci:)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. mmm ale pysznie wyglądają ...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Też dziś rwałam maliny...u teściowej :) i też mnie komary gryzły.Na całe szczęście świeciło slońce i było nawet ciepło a jutro mam zamiar z tego co pozostało zrobić ciasto z galaretką i malinami. Reszta zanurkowała w słoikach :)Babeczki uwielbiam w każdej postaci!

    OdpowiedzUsuń
  8. wyglądają cudownie !!! pozdrawiam, ewa

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejciu jakie pyszne babeczki mi tu smaka na śniadanie robią:))) Dobrze sobie tak poszurać, pobrodzić beztrosko, lubię tak w liściach lasu:)))) Muzyka kropli deszczu, to mi jeden z najlepszych usypiaczy gdy stuka sobie wieczorową porą o dachowe:)) Wspaniale u Ciebie Dominiczko, tak beztrosko, skubnę jej sobie troszkę z rana na dzień dobry od Ciebie:).... ostatnie zdjęcie, ajjjjj!!! Uściskuję:*

    OdpowiedzUsuń
  10. znam i ja smak malin jedzonych prosto z krzaczka ;) tylko, że ja musiałam uważać na osy a nie na komary, które broniły dostępu, ale jakoś się dogadałyśmy ;)
    Piękny, kolorowy i smakowity post i Ty taka piękna z parasolem!
    niech lato trwa {choćby deszczowe} ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to z dwojga złego to komary jednak wybieram. ;) I również za latem całym sercem głosuję, choć już mi jesienią pachnieć zaczyna, (niestety)! :)

      Usuń
  11. bardzo apetycznie wyglądają...do tego tak pięknie podane, a skoro drozdzowe to już całkiem slinka cieknie ;-)
    miłego dnia
    pozdrawiam cieplutko
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana, jak u Ciebie smacznie i pięknie! Mniam! Życzę mało trudnych dni i dużo tych radosnych - ściskam :) Aga

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiesz, mam wrażenie, że Twój dzisiejszy post pachnie. Poczułam zapach drożdżowego ciasta i malin - to chyba te zdjęcia...
    Mimo deszczu to bardzo pozytywny wpis.
    Jola z "żyjąc z pasją"

    OdpowiedzUsuń
  14. Teraz zadaje sobie pytanie- dlaczego ja nie umiem tak odpoczywać????
    Pięknie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, wciąż się uczę..., ale warto!!!! :)

      Usuń
  15. ha, u mnie też deszcz, od samego rana nieprzerwanie pada i też mam plan na drożdżaka dzis, czekam tylko aż moja córcia zaśnie i pozwoli zagnieść ciasto... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. U Ciebie jak zawsze pięknie, aż ma się ochotę z Tobą zamieszkać na półeczce jako szmaciana lala i napawać się widokami i zapachami :D a babeczkami mi takiego apaptytu narobiłaś że hoho, zaraz chyba idę trochę malin zerwać i obsmażyć z cukrem :D a do tego zrobię ciastka z kruszonki z czekolada :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciastka z kruszonki z czekoladą..., to może ja wpadnę do Ciebie...? ;) uwielbiam! :)

      Usuń
  17. Jeju jakie pyszności u Ciebie i ta sesja, te zdjęcia! Przeniosłam się na chwilę do krainy czarów...:)
    ja też czasami lubię deszcz, ale tylko czasami... Mam tak, że uwielbiam chodzić z parasolką w deszczu. Zakładam na nogi kalosze, biorę w rękę parasol, w drugą smycz i Maila i idziemy na dłuuuuugi spacer:)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  18. Mniam, jakie smaczne zdjęcia!
    Ja właśnie przerabiam maliny
    Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojeny, dobrze, że właśnie owsiankę wcinam ;D Bo bym nadgryzła laptopa chyba!
    Ale i tak najpyszniejsze to ostatnie zdjęcie :)))

    Drożdżowe ciasta mnie nie lubią, ale może to jest myśl, żeby nie piec ciasta a takie babeczki-bułeczki! :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. mniam...! szkoda, że muszę się ostrzegać z takimi słodkościami ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dominiko no do Ciebie tylko wpadać w takie deszczowe dni Kochana ... takie pyszności, kolory ... dobrze że mam pod ręką śliwki co mi je sąsiad w koszyczku przyniósł, bo u niego moc a my nie mamy, bo bym chyba tu oszalała z braku takich pyszności pod reką ;))
    a mówiłam Ci już, że Twoje zdjęcia uwielbiam ?
    No UWIELBIAM !!!!
    Buziaki :**
    i na te trudniejsze chwile myśli ciepłe ślę :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Kochana tak już czasem jest że potrzebujemy deszczowych dni do oczyszczenia myśli, pewnego zadumania i przechadzki w ten dzień kiedy z nieba się leją strumienie deszczu a my idziemy i nie zważamy na nic tylko my i nasze myśli... Też tak mam i zawsze wracam mimo takiej pogody radosna i wełna werwy do pracy i mąż zawsze się dziwi co mi się stało i skąd ta odmiana...Babeczkami chętnie się poczęstuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie porządki i w chaosie myśli niepoukładanych to podstawa budowania równowagi. Zwyczajnie trzeba czasami zrobić sobie w głowie, sercu taki remanent. I wtedy wszystko staje się prostsze i bardziej przejrzyste i łatwiejsze do rozwiązania...
      uściski, Ivette. :)

      Usuń
  23. ALEŻ Ci ładnie w tej jagodowej kiecuchnie ,w kaloszach i w parasolu...
    Nie wspomne o tym drozdzowym ale usta mam pełne śliny ,nos wirtualnego zapachu a serce tęsknoty za takim ciastem.Zrobie a jakze-kolejna próba drożdżowego bo ciągle próbuję i ciągle zakalec.Może tym razem...ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uda się na pewno. Nie jestem wytrawną "piekarką", im prostszy przepis, tym dla mnie lepiej. Ale tę drożdżówkę piekę z powodzeniem i udaje mi się zawsze. Drożdżowe ciasto jedynie przeciągów nie lubi, więc jej "nie przezięb" ;)

      Usuń
  24. A ja te deszczowe dni przeleżałam nieprzytomna ale to i lepiej ,że lało bo lżej było . Chociaż zmoknąć też lubię . Oj bardzo, tak do suchej nitki a potem gorąca kąpiel.Poluję na jakieś fajne miejskie kalosze bo mam tylko zielone :-). Piękne kolory. Czyżby szykowała się nowa kolekcja? Przyznam szczerze, że zabrakło mi na koniec bransoletki z miniśliweczkami poprzeplatanymi malinkami ,no i z serduszkiem oczywiście.Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nie złożyło mi się kolorystycznie z bransoletką. Tak się zatopiłam w tym pieczeniu, że pochłonęło mnie bez reszty. Ale to też twórczość, prawda..? ;) I przynajmniej zjeść można i przy kawce posiedzieć, a potem wyrzuty sumienia, że jedną za dużo się zjadło...., ale słodkie te wyrzuty. ;) Co tam...
      Wiesz..., też kupiłabym sobie jakieś nowe kalosze..., może jakieś kolorowe? w kwiatki? pomyślę.
      uściski ślę.

      Usuń
  25. I love it. Wonderful photos!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Niezłe zbiory i wypieki :) Aż ślinka cieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Droga Domi, ostatnio jestem nieco "do tyłu" z blogosferą z powodu natłoku zajęć... ale z wielką przyjemnością wchłonęłam Twój malinowy post. :*

    OdpowiedzUsuń
  28. zainspirowałaś mnie tym ciastem drożdżowym w ogóle, a do tego w babeczkach.. jutro sobota i chyba wezmę się za to! te zdjęcia mają bajkowy klimat, tak ciepło u Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  29. Dominiko witaj:):*
    Ależ się zaniedbałam w blogowaniu, mam tyle do nadrobienia, że nie wiem od czego zacząć!!!!
    Zdjęcia Twoje jak zawsze przepiękne, smaczne, niezwykłe!!!! Uwielbiam je i mogłabym na nie patrzeć bez końca... jak Ty to robisz?

    ah i zapomniałabym... uroczo wyglądasz w tej fioletowej sukience i gumiakach! Naprawdę UROCZO! Z początku myślałam, że to zdjęcie jakiejś uroczej małej dziewczynki! A to cała TY:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paulinko..., bo ja w środku to taka wciąż mała jestem! (tylko z zewnątrz to jakoś tak niekoniecznie) ;P

      Usuń
  30. Nic nie widziałam tylko kolor-podziałał jak terapia :ochota na spacer,coś upichcić no i pochłonąć,chyba tylko mleka mi zabrakło.My przecież lubimy róż a jak róz to i jego odcienie,super!!!

    OdpowiedzUsuń
  31. Przepiękne zdjęcia!!! I Ty w tych kaloszach taka urocza :D Rozmarzyłam się... lecę zaraz po śliweczki i do dzieła :D
    Miłego dnia!!!

    OdpowiedzUsuń
  32. Twoje zdjęcia są takie piękne zawsze ,że.....aż by się chciało je oprawić w rameczki i powiesić na ścianie żeby cieszyły oczęta;-)))))

    OdpowiedzUsuń
  33. "Przepyszne" zdjęcia:)
    Pozdrawiam serdecznie
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  34. ..Ale piękności -słodkości :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Same rarytasy u Ciebie!
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. Mmmmm...pyszności :) A taki niespieszny spacer w deszczowy dzień naprawdę może dać wiele przyjemności :) Pozdrowionka ślę! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Witaj co do sosu pomidorowego to robię go tak : pomidorki, liście bazylii, liście lubczyku i dwa listki mięty oraz pół ząbku czosnku, sól pieprz do smaku wszystko blenderuję byle nie za długo i gotowe :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Domini ♥ też lubię deszcz, chodzić w kaloszach po kałużach i nastawiać twarz by te krople nieśpiesznie zmyły z ciebie całe zatroskanie i smuteczki niechciane :-))))
    a potem już tylko śmiać się z radości i ...tańczyć .., popatrz tak lubię moknąć na wiosennym i letnim deszczu a cm nie przybywa ...no może w ..talii..na pewno po tych paluszki lizać babeczkach...
    papatki
    d.

    OdpowiedzUsuń
  39. ale pychy !!! wszysko takie apetyczne cudne fotki, aż chce się jeść. Ja deszczową pogodę lubię i kaloszki :D rzecz jasna!
    Wyglądasz czadersko :D.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...